Świętego Antoniego z Padwy

Rzymskokatolicka Parafia

  

Odwiedziło nas:

Dzisiaj
Wczoraj
Bieżący tydzień
Bieżący miesiąc
Dotychczas
89
191
1396
3933
129195

Twój IP: 34.203.225.78
2018-12-13 08:28

 

 

„Szlakiem Franciszkańskiej Duchowości”
- relacja z pielgrzymki do Włoch 21-29 września 2018 r.

 

Gdy po raz pierwszy przyjrzałem się programowi pielgrzymki do Włoch zakończonej szczęśliwie z Woli Bożej w ostatnią sobotę września 2018 roku przewidzianej na dziewięć tylko dni, pomyślałem sobie, że trzeba się będzie mocno natrudzić, aby w pełni go zrealizować. Ten program, to przede wszystkim podkreślenie wymiaru duchowego i modlitewnego związanego z franciszkańską regułą i tradycją, a wspartego dotarciem do tych ponad dwudziestu ważnych miejsc wyznaczających cele pielgrzymki, związane z życiem i świętością św. Franciszka z Asyżu, jego duchowych synów i córek. Położone są one najczęściej z dala od włoskich metropolii, gdzieś głęboko w środkowych Apeninach, w górach, pośród skał i lasów okolonych szerokimi przestrzeniami wolno wznoszących się górskich zboczy. Pierwszy dzień, choć cały w autokarze, upłynął szybko i bez większego zmęczenia. Wspólne modlitwy i rozważania poprzedzające te modlitwy podjęte przez o. Serafina odczucie to tylko wzmocniły. Już po niecałych 10 godzinach podróży znaleźliśmy my się w Lido de Jesolo niedaleko Wenecji, w miejscu pierwszego naszego spoczynku i hotelowego noclegu. Z pewną dozą niecierpliwości oczekiwaliśmy wyjazdu do Padwy. Wszak gród to słynny od wieków, miejsce jednego z najstarszych i najbardziej cenionych europejskich uniwersytetów, a zwłaszcza miejsce, gdzie dojrzewała postawa i osobowość św. Antoniego. Bazylika pod jego wezwaniem znajduje się opodal padewskiego rynku, a jej bryła z tej perspektywy doskonale jest widoczna. W tym właśnie sanktuarium znajduje się grób naszego Patrona. Budowę bazyliki rozpoczęto już w rok po jego śmierci w 1232 roku. Jej masywna i imponująca bryła, zwieńczona ośmioma kopułami jest niewątpliwie romańska, podczas gdy cała strzelista absyda z dziewięcioma promieniście rozchodzącymi się kaplicami zalicza się do gotyku. Modliliśmy się przed grobem św. Antoniego i kontemplowaliśmy jego życiowe drogi i determinację w dochodzeniu do świętości. Tego samego dnia udaliśmy się do nieodległego kościoła , w którym złożono ciało - także franciszkanina - św. Leopolda Mandića , pokornego i pełnego oddania spowiednika, wyniesionego na ołtarze przez św. Jana Pawła II. W Camposampiero wnikaliśmy w atmosferę miejsca, w którym św. Antoni doznał wizji Dzieciątka Jezus. Już następnego dnia kontynuowaliśmy naszą podróż śladami św. Antoniego, trafiając do pierwszego jego klasztoru na Montepaolo. Ten przejazd, skądinąd niezbyt długi, nie obył się bez przygody, która mogła dla całej pielgrzymki skończyć się w najlepszym przypadku wymianą autobusu albo też, w gorszym wariancie, wcześniejszym powrotem do Panewnik. Autobus ten, bardzo długi bo trzynastometrowy, na intensywnie wznoszących się wąskich apenińskich serpentynach zwyczajnie zawisł na podwoziu i wydawało się , że uległo ono uszkodzeniu. Wysiedliśmy wszyscy i pieszo zaczęliśmy wędrować w stronę świątyni, dawniej pustelni franciszkańskiej, w której przebywał św. Antoni. Była niedziela. Włosi z okolicznych miejscowości udawali się na Montepaolo i po kilkoro z nas podwozili do kościoła odległego o 5 km od miejsca przymusowego zatrzymania naszej podróży. Tak też było i w drodze powrotnej. W tym czasie naszym kierowcom udało się sprowadzić autobus niżej. Potencjalne uszkodzenie okazało się nic nieznaczące dla stanu technicznego naszego środka transportu. Pojechaliśmy zatem dalej do zagubionego gdzieś w Apeninach sanktuarium La Verna, miejsca, w którym św. Franciszek otrzymał stygmaty. W następnym dniu, z samego rana udaliśmy się do dolnego Asyżu, gdzie znajduje się Bazylika Matki Boskiej Anielskiej, a w niej maleńka Porcjunkula, pierwszy kościół odbudowany przez św. Franciszka i jego zakonnych braci – kolebka Zakonu Braci Mniejszych. Tu pracował i doskonalił się duchowo. Na zboczu wznoszącej się nieopodal góry Monte Subasio widoczna była już najważniejsza dla Franciszkanów bazylika, w której złożono Świętego do grobu znajdującego się w krypcie, w bocznej części kościoła dolnego. Wspaniałe freski w nawie głównej, których powstanie sięga wieków średnich, dwupłaszczyznowa architektura świątyni, bogata symbolika tych wszystkich arcydzieł głęboko zapadły w naszej pamięci. Nie mogliśmy się też nie udać do św. Klary i jej sanktuarium. Wszędzie narastało w nas wrażenie zadumy, ale i zachwytu nad franciszkańskim dziełem i siłą duchowości tak intensywnie i niezmiennie promieniującą ku współczesności. Pielgrzymka nabierała intensywnego rozpędu, a do wyczerpania programu naszych peregrynacji pozostało jeszcze nawiedzenie wielu ważnych klasztorów, pustelni i kościołów. Modliliśmy się w Sanktuarium św. Rity w Cascii oraz w tych urokliwych zakątkach w Apeninach, do których docierał św. Franciszek pomagając ludziom, tworząc regułę zakonną i modląc się gorliwie do Pana Naszego Jezusa Chrystusa. Tak intensywnie przeżywając obecność w tych miejscach nie za bardzo mogliśmy pomyśleć nawet o tym, czego będziemy świadkami już dnia następnego. Przed nami była audiencja generalna z udziałem papieża Franciszka oraz modlitwa u grobu św. Jana Pawła II w Bazylice św. Piotra na Watykanie. Już z samego rana w rzymskim metrze w środę, 26 września, dniu audiencji generalnej panował duży ruch. Wielu podróżnych udawało się właśnie w stronę Watykanu. Na placu św. Piotra zebrał się wielotysięczny tłum. O godz. 10.00 pojawił się witany owacją sam Papież Franciszek, który podsumował swoją zakończoną właśnie wizytę na Litwie, Łotwie i Estonii. Wcześniej, swoim charakterystycznym pojazdem zwizytował tylko przednie sektory przygotowane dla uczestników audiencji generalnej, powitał przybyłych z całego świata wiernych, po czym podjął katechezę i zajął miejsce w fotelu znajdującym się u szczytu schodów prowadzących do Bazyliki św. Piotra. By wejść do jej wnętrza, musieliśmy wykazać się sporą dozą cierpliwości i wytrwałością, gdyż służby porządkowe pozwoliły na zwiedzanie wnętrza i modlitwę dopiero po zakończeniu wszystkich uroczystości z udziałem Ojca Świętego. Trwało to dobrych kilka godzin, a niebo tego dnia w Rzymie było błękitne… Niewątpliwie punktem kulminacyjnym pielgrzymki była ta szczególna chwila zadumy i podzięki Panu Bogu za posługę i świętość Jana Pawła II, którego ziemskie szczątki złożono w kaplicy św. Sebastiana. Tłum wiernych przesuwał się wolno, tylko na chwilę zatrzymując się w najważniejszych miejscach bazylikowego wnętrza, m.in. przy rzeźbie św. Piotra. Wrażenie pozostało w nas niezatarte, ale też powstał pewien niedosyt. Chciałoby się pozostać tam na dłużej. Czas płynął jednak nieubłaganie. Tego dnia udaliśmy się jeszcze do Bazyliki św. Jana na Lateranie, czyli „matki i głowy wszystkich kościołów”. Tu właśnie św. Franciszek prosił papieża Innocentego XIII o zatwierdzanie Reguły Zakonnej. W tym szczególnym miejscu, tak jak we wszystkie pielgrzymkowe dni, uczestniczyliśmy w kaplicy we Mszy św. sprawowanej – jak i wszystkich pozostałych przez naszego proboszcza o. Serafina. Coraz bliżej już było do finałowej części naszych pielgrzymkowych wizyt w miejscach związanych tym razem z życiem i świętością Ojca Pio. Ale najpierw udaliśmy się - w roku 100-lecia odzyskania przez nasz kraj niepodległości - na Monte Cassino, by złożyć kwiaty na polskim cmentarzu wojskowym, na którym spoczęło wiele tysięcy naszych bohaterskich żołnierzy. Odwiedziliśmy słynny Klasztor Benedyktyński z cudownym kościołem stanowiącym najwyżej położony punkt centralny całego obiektu, miejscem spoczynku św. Benedykta i jego siostry, św. Scholastyki. Wnętrze tej świątyni zachwyca mnogością detali, złotych ornamentów i wspaniałych fresków. Z Monte Cassino pojechaliśmy do miejsca urodzenia i młodości św. Ojca Pio, czyli małej wioski na południu Półwyspu Apenińskiego o nazwie Pietrelcina. Tu przyszedł na świat, tu zachował się jego dom rodzinny i kościół pw. św. Anny, w którym został ochrzczony. Spacerowaliśmy dróżkami, którymi i on podążał w swej młodości na przełomie XIX i XX wieku. Poznaliśmy historię życia św. Ojca Pio w czas szczególny - 50. rocznicy jego śmierci (23 września). Tego samego dnia mieliśmy jeszcze w programie nawiedzenie Monte Gargano, miejsca, w którym od V wieku znajduje się grota św. Michała Archanioła i bazylika pod jego wezwaniem, jedyna na całym świecie poświęcona przez samego Michała Archanioła na mocy danego przezeń polecenia: „poświęcenie tej bazyliki nie jest waszą sprawą. Ten, który ją wybudował, on sam ją dedykował i konsekrował”. Wejście do Groty św. Michała długimi, stromo opadającymi schodami wykutymi w skalnej grocie i modlitwa w tym jedynym w swoim rodzaju miejscu przy jakże delikatnej w rysunku figurze św. Michała Archanioła pozostawiły trwały ślad w naszej pamięci, były czymś prawdziwie niepowtarzalnym. W grocie tego wieczoru było właściwie pusto, prócz uczestników naszej pielgrzymki ćwiczył tylko chór przygotowujący się do uroczystości św. Archaniołów Michała, Gabriela i Rafała przypadających na 29 września. Spokój tego miejsca, jego niezwyczajna, mistyczna, udzielająca się wszystkim aura, niebywale wzbogaciły skalę naszych doznań i przeżyć . Był późny czwartkowy wieczór 27 września. Do San Giovanni Rotondo - finałowego celu naszej podróży pozostało niewiele już drogi. Zakwaterowaliśmy się bardzo późną już porą w hotelu znajdującym się niedaleko miejsc najściślej związanych z życiem i posługą św. Ojca Pio. To dawne klasztor i kościół oraz nowoczesne centrum pielgrzymkowe w swym wnętrzu zawierające także muzeum , gdzie można kontemplować pamiątki po Świętym i gdzie w specjalnej kaplicy znajduje się obecnie przeszklona srebrna trumna z jego ciałem. Najważniejsze dla św. Ojca Pio i jego posługi pozostają wszak - przylegający do centrum - dawny klasztor, w którym spędził większą cześć swego zakonnego życia i kościół Matki Bożej Łaskawej, w którym przez całe swe życie sprawował Liturgie św., długimi godzinami spowiadał i żarliwie się modlił. A na chórze tego kościoła, gdzie znajduje się umieszczona na podwyższeniu cyprysowa figura Ukrzyżowanego Chrystusa – otrzymał stygmaty. Warto dodać, iż św. Ojciec Pio rozpoczął odprawianie Mszy Świętych na otwartej przestrzeni przed klasztorem w latach pięćdziesiątych XX wieku na skutek przybywania tu wciąż większych tłumów wiernych i dlatego obok dawnego zakonnego kościółka wzniesiono współczesną bazylikę. Naszym wspaniałym przewodnikiem po San Giovanni Rotondo był o. Zbigniew, franciszkanin, który w swych pełnych swady, niesłychanie ciekawie przekazywanych refleksjach uczulił nas na to, by nie zapominać o jak najczęstszej modlitwie do św. Ojca Pio w każdej intencji, a konfesjonał postrzegać jako miejsce jak najczęstszego zyskiwania łaski odpuszczenia grzechów jako warunku koniecznego do pojednania z Panem Bogiem i ludźmi. I tak oto w wymiarze założonego programu – nasza pielgrzymka „Śladami Franciszkańskiej Duchowości” powoli dobiegała końca. Powrót do kraju zaplanowany był w dwóch turach. Zatrzymaliśmy się na nocleg ponownie w Lido de Jesolo, a będąc już w drodze powrotnej w Austrii odwiedziliśmy jeszcze Koflach i znajdujący się niedaleko tego niedużego styryjskiego miasteczka franciszkański klasztor Maria Lankowitz, gdzie posługują Ojcowie z Panewnik. Tu uczestniczyliśmy w ostatniej już pielgrzymkowej Mszy św. Po paru godzinach szczęśliwie zaparkowaliśmy u naszego panewnickiego św. Antonika.
HC.

 

 

 

Copyright © Parafia Świętego Antoniego z Padwy