Świętego Antoniego z Padwy

Rzymskokatolicka Parafia

  

 

 Od kiedy pogoda stała się na tyle sprzyjająca, że można było z przyjemnością jeździć na rowerze, ojciec Serafin zaczął organizować parafialne rajdy rowerowe. Byłam na trzech z nich (oraz na pielgrzymce rowerowej) i postaram się coś o nich krótko napisać. 

W połowie czerwca wybraliśmy się do Parku Tadeusza Kościuszki, w którym to oglądaliśmy wieżę spadochronową. Wieża ta z początku była wykorzystywana do szkolenia skoczków spadochronowych. Mały oddział harcerzy bronił wieży spadochronowej w pierwszych dniach II wojny światowej. Ostatecznie Niemcy starli ich na proch, a tych, którzy ocaleli, żołnierze niemieccy mieli zrzucać ze szczytu wieży. Będąc w Parku Kościuszki odwiedziliśmy także kościółek św. Michała Archanioła. Aktualnie kościółek jest tylko zabytkiem i nie odprawia się już w nim Mszy Świętych, ale mimo to jest bardzo urokliwy. Wracając do Starych Panewnik zajechaliśmy do lodziarni. ☺
Kolejnym rajdem, w którym miałam przyjemność uczestniczyć, był rajd do Paprocan w Tychach. Mogliśmy podziwiać kościół św. Franciszka i Klary, który co prawda jest jeszcze w budowie, ale i tak robi niesamowite wrażenie. Tym razem także wybraliśmy się na lody.
Trzecim rajdem, w którym uczestniczyłam, był rajd na Nikiszowiec. Odwiedziliśmy kościół św. Anny i kawiarnię. Coś dla ducha i coś dla ciała. ☺
Zwieńczeniem wyżej wymienionych rajdów była rowerowa pielgrzymka do Częstochowy na Jasną Górę - ona chyba najbardziej zapadła mi w pamięć. Pierwszego dnia zrobiliśmy ok. 87 km, a drugiego dnia - 83 km. (Przynajmniej tak pokazywał mój licznik) Na początku pielgrzymki ojciec Serafin powiedział, że wszyscy jesteśmy dla siebie braćmi i siostrami - i to dało mi prawdziwe poczucie wspólnoty.
Był taki moment, kiedy szukaliśmy drogi, że trzem różnym osobom GPS wskazywał trzy różne trasy. Staliśmy na rozdrożach i zastanawialiśmy się, w którą stronę mamy pojechać. Było całkiem zabawnie. W dużym skrócie: "W prawo, w lewo, prosto - w drzewo!"
Wieczorem po przyjeździe na Jasną Górę, udało się nam podejść pod Obraz. Nie widziałam go dokładnie, ale wiem, że Maryja mnie widziała. Rano następnego dnia udało mi się wejść za bramę i stanąć pod Obrazem. Byłam z tego powodu bardzo szczęśliwa.
W drodze powrotnej troszkę źle się czułam. I zaczynałam być zła na siebie o różne głupoty, ale jestem bardzo wdzięczna wspólnocie, że wspierali mnie duchowo i fizycznie, żebym mogła spokojnie dojechać do domu. Bardzo pomagało mi też hasło "Na koń!" wznoszone przez brata Andrzeja, ilekroć udawaliśmy się w dalszą drogę.
Rajdy i pielgrzymkę wspominam bardzo pozytywnie i z wielką radością będę jeździła na rajdy w przyszłym roku.

Weronika, parafianka, 15 lat

Copyright © Parafia Świętego Antoniego z Padwy