Wiem, że wielu z was dosłownie naraża swoje życie, aby być tam, gdzie pracujecie. Chcę zapewnić was wszystkich o modlitwie i wsparciu Kościoła katolickiego – mówił Leon XIV do osób zajmujących się na świecie dostarczaniem żywności ludziom zmagającym się z klęską głodu. Papież wskazał, że również kryzys migracyjny powodowany jest przez głód.
Dyrektorki Światowego Programu Żywnościowego w Afryce i Ameryce Południowej Kinday Shamba i Lena Savelli opowiadają mediom watykańskim o znaczeniu wizyty Leona XIV w siedzibie tej organizacji w Rzymie. Ludzie na obszarach, gdzie brakuje żywności, częściej dołączają do zbrojnych grup. A to podsyca konflikty – wskazują.
Edoardo Giribaldi – Watykan
Przed plagą wojny zawsze następuje plaga głodu. Te dwie plagi wzajemnie się napędzają, a mimo to wciąż uważa się, że nie można nic zrobić, by im przeciwdziałać. Tak jednak nie jest: żywności na świecie jest wystarczająco dużo. Problem polega na tym, kto może sobie na nią pozwolić, kto jest w stanie do niej dotrzeć, kto przetrwa kolejny szok klimatyczny bez utraty zbiorów.
O tym opowiadają mediom watykańskim Kinday Shamba i Lena Savelli, dyrektorki Światowego Programu Żywnościowego (ang. World Food Programme, WFP), odpowiedzialne odpowiednio za Afrykę Zachodnią i Środkową oraz za Amerykę Łacińską i Karaiby.
Znaczenie papieskiego uznania
Obie z wielką uwagą wysłuchały wystąpienia Leona XIV w siedzibie WFP w Rzymie. „Jestem muzułmanką, ale jestem równie wzruszona jak każda chrześcijanka” - mówi Shamba - „ponieważ to spotkanie jest uznaniem dla naszej pracy oraz dla tych, którzy działają w trudnych warunkach, czasem ryzykując życie”.
Jej słowa uzupełnia Savelli: „Dla naszego regionu jest to wielki zaszczyt, coś, co wykracza daleko poza protokół. Tutaj najczęściej wyznawaną religią jest katolicyzm, a wartości katolickiej nauki społecznej Kościoła - godność człowieka, solidarność i troska o najbardziej bezbronnych - są zgodne z naszą misją”.
Głód prowadzący do wojny
Kinday Shamba chciałaby, aby z wizyty Leona XIV mocno przebiło się przesłanie, by głodu nie wykorzystywać jako narzędzia wojny. W swojej pracy na obszarach tak trudnych jak Sahel mogła przekonać się, że bez pomocy humanitarnej ludzie ubożeją, a pozbawieni środków utrzymania są bardziej narażeni na dołączenie do licznych grup zbrojnych działających w tym regionie.
„Jeden wstrząs za drugim”
W Afryce brak bezpieczeństwa żywnościowego wynika również z tego, że mieszkańcy są nieustannie dotykani „jednym wstrząsem po drugim”. Oprócz konfliktów zbrojnych, które zmuszają ludzi do opuszczania swoich domów, istnieją także problemy związane ze zmianami klimatycznymi. „Postępujące pustynnienie w niektórych częściach Sahelu sprawia, że ziemia staje się coraz bardziej jałowa, a opady deszczu coraz rzadsze”.
Dlatego organizacja współpracuje z lokalnymi społecznościami, aby jak najlepiej wykorzystywać dostępne zasoby, optymalizować uprawy i magazynować niewielkie ilości dostępnej wody deszczowej.
Ryzykować własne bezpieczeństwo czy pozostać głodnym
Lena Savelli mówi o kryzysie na Haiti, gdzie niemal połowa ludności cierpi z powodu głodu.
„Oznacza to jedzenie tylko jednego posiłku dziennie albo korzystanie z najtańszej żywności, która nie zaspokaja ani zapotrzebowania kalorycznego, ani potrzeb żywieniowych. Oznacza to brak możliwości pójścia na targ z powodu przemocy lub konieczność opuszczenia swojego miejsca zamieszkania i utratę możliwości uprawiania własnej żywności. To wybór między narażaniem własnego bezpieczeństwa w poszukiwaniu jedzenia a pozostaniem bez niego” – wyjaśnia.
Wysoka produkcja, ograniczony dostęp
Jest to paradoks Ameryki Łacińskiej – regionu będącego największym na świecie eksporterem netto żywności, zdolnego wyprodukować ilość żywności wystarczającą do wykarmienia dwukrotnie większej liczby ludzi niż jego obecna populacja, a mimo to wciąż zmagającego się z problemem głodu.
Problem tkwi w nierównościach związanych z dostępem ekonomicznym do żywności.
„Jeśli porównamy wszystkie regiony świata, to właśnie tutaj zdrowa dieta kosztuje najwięcej. Aby ją zapewnić jednej osobie, potrzeba ponad 5 dolarów dziennie. Nie wszyscy są w stanie zagwarantować sobie dostęp do pożywnego jedzenia” – dodaje Savelli.
Dramat spadku finansowania
Jak wyjaśnia Savelli, w ubiegłym roku spośród 33 milionów osób cierpiących z powodu braku bezpieczeństwa żywnościowego w Ameryce Łacińskiej udało się dotrzeć z pomocą do 8,6 miliona. W takich warunkach pojawiają się również najtrudniejsze decyzje: „Czy zmniejszyć racje żywnościowe, aby pomóc większej liczbie osób, czy zachować je w pełnej wysokości, ale objąć pomocą mniej ludzi? Albo jak wybierać między grupami szczególnie narażonymi, takimi jak dzieci, kobiety w ciąży czy migranci?”
„Trzeba znaleźć równowagę między działaniami ratunkowymi a długoterminowymi inwestycjami we wzmacnianie odporności społeczności lokalnych. Oba te elementy są niezbędne” – dodaje.
